content top

Umowa zawarta przez telefon nie musi być ważna

Nie od dziś wiadomo, że osoby prowadzące działalność gospodarczą
są narażone na różnego rodzaju
naciągaczy. Wystarczy wpis do Centralnej Ewidencji
Informacji i Działalności Gospodarczej, by na podany
adres zaczęły przychodzić wątpliwe oferty,
a na telefon dzwonić wygadani konsultanci. Nie chodzi
tylko o ewidentnych oszustów, takich jak ci, którzy
domagają się zapłaty za wpis do rejestru
przedsiębiorców. Są też firmy
działające legalnie i oferujące rzeczywiste
usługi, tyle że w sposób nieetyczny. Dotyczy to
również rejestracji domen internetowych.
Sądząc po tym, co można przeczytać na
forach, indywidualni przedsiębiorcy są masowo
namawiani do rejestracji domen po zawyżonych cenach.

Nabici w domeny

Schemat zazwyczaj jest podobny – do
przedsiębiorcy dzwoni (mejluje) konsultant i informuje,
że kończy się okres rejestracji domeny i
ktoś właśnie próbuje ją
przejąć. Trzeba działać natychmiast, bo
inaczej domena zostanie przejęta. Konsultant proponuje od
razu rejestrację kilku różnych domen, by
uprzedzić ruch konkurencji. Rozmowa jest prowadzona w
sposób sugerujący, że rejestracja będzie
kosztować przykładowo 299 zł. Gdy
przedsiębiorca się godzi, konsultant dzwoni do niego
jeszcze raz i w błyskawicznym tempie odczytuje umowę.
Dopiero po przesłaniu faktury okazuje się, że
299 zł dotyczy jednej tylko domeny i to na jeden rok,
choć umowa zawarta jest na okres dwóch lat. To czasem
nawet 100 razy drożej niż można byłoby
zapłacić w innej firmie zajmującej się
rejestracją.

– Tego typu praktyki firm domenowych
są niestety prawdziwą zmorą
przedsiębiorców i to na całym świecie. Do
kupowania adresów w swoich domenach narodowych, pod
pretekstem ochrony znaków towarowych, zachęcają
nawet Chińczycy – zauważa Jakub Kralka, prawnik
i autor bloga TechLaw.pl zaznaczając, że można
mieć wątpliwości, czy taka
działalność jest legalna.

– W przypadku polskich firm, w
zależności od przyjętej praktyki działania
i stosowanej formy, być może należałoby
uznać, że pojawiają się przesłanki
wyłudzenia. Można też poważnie
zastanawiać się nad tym, czy nie mamy do czynienia z
czynem nieuczciwej konkurencji – analizuje prawnik.

Działanie w błędzie

Wielu naciągniętych
przedsiębiorców dla świętego spokoju godzi
się płacić. Wobec pozostałych sprawy
kierowane są do sądów. Jak pokazuje niedawny
wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi,
naciągnięci przedsiębiorcy nie są na
straconej pozycji. Sprawa dotyczyła mężczyzny
prowadzącego działalność ogrodniczą.
Ma on nikłą wiedzę na temat internetu, w
rejestracji dotychczasowej domeny pomagał mu siostrzeniec
żony. Gdy zadzwoniła do niego konsultantka z
propozycją przedłużenia rejestracji,
zgodził się. Jak później przekonywał w
sądzie, pierwotnie zaproponowano mu jednak inne warunki.
Był przekonany, że opłata w wysokości 299
zł dotyczy czterech domen i utrzymania ich rejestracji
przez okres dwóch lat. Tymczasem faktury wystawiono na
ponad 1400 zł rocznie (łącznie ponad 2800
zł).

Sąd pierwszej instancji
zasądził zapłatę za pierwszą z faktur
(co do drugiej uznał, że umowa została
wypowiedziana). Kluczowym dowodem było nagranie rozmowy
telefonicznej, podczas której konsultantka odczytała
warunki umowy. Skoro przedsiębiorca zgodził się
na jej zawarcie, to powinien zapłacić.

Sąd drugiej instancji doszedł jednak
do innych wniosków. Dał wiarę
mężczyźnie, że podczas pierwszej rozmowy
zaproponowano mu odmienne warunki finansowe (potwierdzała
to żona, z którą miał rozmawiać na ten
temat). Zdaniem sądu nagranie, na którym
słychać konsultantkę odczytującą
warunki umowy, nie musi mieć charakteru
przesądzającego. Pozwany mógł bowiem
działać w błędzie.

„Długość recytowanego na
nagraniu tekstu, duża szybkość i
jednostajność jego odczytywania oraz słaba
jakość połączenia z dużym
prawdopodobieństwem mogły spowodować, że
niemożliwym było wychwycenie przez pozwanego
słabo rozeznanego w dziedzinie informatyki
różnic między dokonanymi przez niego
wcześniej ustaleniami a odczytywanym następnie
tekstem. Trudne do wychwycenia dodatkowe stwierdzenia takie jak
dodanie, że abonament ma być roczny i od każdej
domeny całkowicie zmieniały kształt umowy i
skutkowały zwiększeniem ceny o ponad osiem
razy” – podkreślono w uzasadnieniu wyroku.

Skład orzekający wziął pod
uwagę, że nawet w warunkach sali sądowej trzeba
było aż trzykrotnie odsłuchać nagranie, aby
wychwycić z niego istotne elementy mające wpływ
na ostateczną cenę. Witold Chomiczewski, radca prawny
z kancelarii Lubasz i Wspólnicy, zgadza się z takim
podejściem.

– Sąd uwzględnił
całą historię kontaktów między
stronami umowy, nie ograniczył się jedynie do
nagranej rozmowy. Zestawienie wszystkich rozmów,
również tych nienagranych, oraz sposobu prowadzenia
nagranej rozmowy pokazuje, że w sprawie zaistniały
przesłanki do powołania się na błąd i
w konsekwencji uchylenia się od skutków prawnych
oświadczenia woli – komentuje.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Okręgowego w
Łodzi z 17 lutego 2017 r., sygn. akt XIII Ga 1277/16.


Source: Gazeta prawna

Udostępnij:
RSS
Follow by Email
Facebook
Twitter
LINKEDIN