content top

SN zdecyduje czy Julia Przyłębska jest należycie umocowana do występowania w roli prezesa TK

Przypomnijmy, że były prezes Trybunału Konstytucyjnego w zeszłym roku wystąpił o udzielenie zabezpieczenia pozwu przez
nakazanie sędziom wybranym w grudniu 2015 r. (Lechowi
Morawskiemu, Henrykowi Ciochowi i Mariuszowi Muszyńskiemu)
powstrzymania się od orzekania w TK i udziału w
Zgromadzeniu Ogólnym trybunału – do czasu
prawomocnego rozstrzygnięcia głównego
powództwa. To zaś dotyczyło stwierdzenia
nieważności lub ustalenia nieistnienia
oświadczenia o złożeniu przez nich (a więc
tzw. sędziów dublerów) ślubowania przed
prezydentem.

Miało być po sprawie…

30 listopada 2016 r. sąd pierwszej
instancji odrzucił jego wniosek. Rzepliński
złożył jednak na postanowienia w tej sprawie
zażalenie, które z kolei 11 stycznia tego roku Julia
Przyłębska – działając już jako
nowy prezes trybunału – pisemnym oświadczeniem
chciała wycofać. Sąd apelacyjny – do
którego przywędrował spór – nie
zdecydował się jednak sprawy zamknąć.
Powód? Nie jest oczywiste, czy Julia Przyłębska
jest w ogóle uprawniona do cofnięcia zażalenia
złożonego w procesie przez byłego prezesa
TK.

– Sąd apelacyjny, jak w każdej
sprawie cywilnej, obowiązany jest tu do zbadania
legitymacji procesowej osób, które
występują z wnioskami w postępowaniu. W tym
przypadku powstało jednak wiele wątpliwości
prawnych, a biorąc pod uwagę ich znaczenie publiczne,
sąd apelacyjny – słusznie –
zdecydował się wystąpić z pytaniem do
Sądu Najwyższego – ocenia dr Tomasz
Zalasiński, konstytucjonalista, radca prawny z kancelarii
DZP.

– Jest to działanie mądre i
odważne. W Polsce mieliśmy dotąd do czynienia z
sytuacją, gdy sądy powszechne nie zawsze czuły
pewną odpowiedzialność związaną ze
sprawami państwowymi. We wskazanym postanowieniu sąd
apelacyjny pyta Sąd Najwyższy o sprawy, co do
których wątpliwości ma wielu prawników.
Widać, że czuje się odpowiedzialny za
praworządność w Polsce. To rzadkie, ale
niezwykle cenne – komentuje dr hab. prof. UW Marcin
Matczak.

…ale sędziowie dopytują

W postanowieniu z 8 lutego sędziowie
stołecznego sądu apelacyjnego – Ewa Kaniok,
Beata Kozłowska i Robert Obrębski – po pierwsze
pytają Sąd Najwyższy, czy sąd powszechny
może oceniać, czy sędzia Przyłębska
jest prezesem TK, a także, czy właściwi
sędziowie brali udział w zgromadzeniu, które
ją wybrało.

– Wątpliwości dotyczą w
szczególności braku prawidłowej uchwały
Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK o
przedstawieniu kandydatów na prezesa TK prezydentowi,
braku poparcia większości sędziów TK dla
kandydatów przedstawionych prezydentowi, braku
udziału w zgromadzeniu wszystkich sędziów do
tego uprawionych, wreszcie także faktu, że
Zgromadzenie Ogólne nie zostało zwołane przez
urzędującego wiceprezesa TK – wylicza dr
Zalasiński.

Co może przynieść wyrok w tej
sprawie?

– Nie jest ważne, jakie
rozstrzygnięcie wyda Sąd Najwyższy, ważne
jest, jak je uzasadni – odpowiada krótko prof. Ewa
Łętowska, pierwszy polski rzecznik praw
obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w
stanie spoczynku.

Dla Tomasza Zalasińskiego z kolei
odpowiedź na każde z powyższej wskazanych
pytań będzie miała istotne znaczenie nie tylko
dla przesądzenia o legitymacji Julii
Przyłębskiej do występowania w roli prezesa TK w
sprawie zawisłej przed sądem apelacyjnym, ale przede
wszystkim dla wskazana, kto jest w sposób prawidłowy
umocowany do kierowania pracami trybunału.

– Ta sprawa pokazuje także
dobitnie, jak destrukcyjny jest spór o TK, który
toczy się od ponad roku, a także, jak wielkie
pociąga za sobą konsekwencje dla
prawidłowości postępowań cywilnych w
indywidualnych sprawach. Dlatego bardzo ważne jest
niezwłoczne zakończenie tego sporu. Mam
nadzieję, że nastąpi to dzięki
jednoznacznemu stanowisku Sądu Najwyższego –
podkreśla konstytucjonalista.

Racja kontra siła

Mniejszym optymistą wydaje się
już adwokat prof. Maciej Gutowski z Uniwersytetu im. Adama
Mickiewicza w Poznaniu. W jego ocenie, jeśli nawet SN
stwierdzi, że Julia Przyłębska została
źle obsadzona, nie rozwiąże to
głównego sporu ustrojowego.

– Uchwała wydana w sprawie
incydentalnej jest formalnie tylko w niej
wiążąca. W narracji rządzących nie
zostanie podważona pozycja ustrojowa prezesa TK, bo
władza wykonawcza ma siłę, a sąd może
mieć „tylko” rację – odpowiada
prof. Gutowski.

Jego zdaniem porządna prawna analiza
prawnej skuteczności powołania prezesa TK będzie
natomiast miała znaczenie dla prawników w
przyszłości.

– W sensie ściśle prawnym
wydaje się, że poważne skutki wystąpią
we wszystkich sprawach cywilnych, gdzie prezes reprezentuje TK,
np. w sprawach zwolnionych pracowników TK. Sąd
powszechny będzie mógł oceniać, czy
oświadczenie prezes o wypowiedzeniu umowy o pracę
było ważne – wskazuje prof. Matczak.

Maciej Gutowski przy okazji przypomina
natomiast o słynnym orzeczeniu amerykańskiego SN w
sprawie Marbury v. Madison z 1803 r., którego
doniosłość odkryto po 50 latach.

– Dostrzeżono, że sprawa
dotycząca powołania sędziów stworzyła
w istocie podstawy współczesnego konstytucjonalizmu i
wyłącznej oraz wiążącej kompetencji
sądów do kontroli konstytucyjności prawa.
Najlepiej widać to na przykładzie zablokowania
antyimigracyjnego dekretu Donalda Trumpa przez sąd
apelacyjny w San Francisco. Szkoda, że my musimy
przechodzić tę samą drogę przez
mękę, zamiast czerpać z dobrych wzorców
– podkreśla.

W jego ocenie plusem ostatnich wydarzeń w
Polsce jest to, że na naszych oczach tworzy się
system sądowej kontroli konstytucyjności prawa w
oparciu o art. 8 ust. 2 konstytucji (zgodnie z jego
treścią przepisy ustawy zasadniczej stosuje się
bezpośrednio).

– Jest to plus nie dlatego, że
powstał spór wokół TK. Ale dlatego, że
ten system jest lepszy. Że daje obywatelowi szybszą i
lepszą ochronę jego praw. Od razu i z
uwzględnieniem okoliczności jego własnej sprawy
– zauważa prof. Gutowski. 

Kolejna cegiełka w sporze

Rzecznik praw obywatelskich przed
weekendem wniósł o wyłączenie Mariusza
Muszyńskiego oraz Lecha Morawskiego z orzekania w sprawie,
którą rozpoznać ma Trybunał Konstytucyjny.
Chodzi o zwrot opłaty za edukację przedszkolną
dzieci dla członków służby zagranicznej
(sygn. akt K 2/15). Sprawa trafiła do TK z wniosku RPO.
Adam Bodnar wskazuje, że przepisy art. 39 ust. 1 i 2
ustawy o organizacji i trybie postępowania przed
trybunałem, choć określają przesłanki
wyłączenia sędziego TK z udziału w
rozpoznawaniu sprawy, nie regulują jednak sytuacji, w
której w rozpoznawaniu sprawy bierze udział osoba
nieuprawniona. W tym zakresie odpowiednie zastosowanie
znaleźć więc powinny przepisy procedury
cywilnej. Stosownie zaś do art. 379 pkt 4 k.p.c.
nieważność postępowania zachodzi,
jeżeli skład sądu orzekającego był
sprzeczny z przepisami prawa – a więc
również, gdy zasiada w nim osoba nieuprawniona.
Zdaniem RPO zarówno Mariusz Muszyński, jak i Lech
Morawski zostali natomiast wybrani na obsadzone już
prawidłowo stanowiska sędziowskie przez Sejm VII
kadencji.


Source: Gazeta prawna

Udostępnij:
RSS
Follow by Email
Facebook
Twitter
LINKEDIN